Pokazywanie postów oznaczonych etykietą doctor who. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą doctor who. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 stycznia 2013

Mad Men


Mam w domu delikwenta, który ciągle nie dał się wciągnąć w Doctorowy świat. Miał pecha, trafiając kiedyś przypadkiem na Rose, odcinek z morderczymi manekinami i gościem w skórzanej kurtce. Uznał, że szkoda czasu na więcej. Wprawdzie, jak się teraz naprędce zastanawiam, to nie takie trudne trafić na coś morderczego w DW - wszak cały koncept polega na uciekaniu przed krwiożerczymi choinkami, bałwankami czy Statuami Wolności - problem tkwi w jakości potwora, chociaż nie tylko o niego przecież chodzi.

Delikwent nie daje się wciągnąć, twierdzi, że to głupie i robi wielkie oczy, gdy mu mówię, że kręcą to dla dzieci. Wprawdzie przekonałam go do obejrzenia The Snowmen argumentem z urody Jenny-Louis Coleman, ale nie sądzę, że to początek naszej wspólnej przygody z DW. Myślę, że trzeba być trochę stukniętym, żeby wkręcać się w Doktora i jego uniwersum, a odcinek świąteczny tylko to potwierdza.

[!]uwaga na spojlery[!]

niedziela, 26 sierpnia 2012

Definitivamente soy un loco con una cabina de policía.

Dlaczego cieszę się, że po jakimś strasznie długim czasie Doctor Who wraca, wraca, wraca? (Siódmy sezon, w grudniu nowa towarzyszka, w 2013 pięćdziesiąt lat serialu). Czy wystarczy za usprawiedliwienie, że:
  • uwielbiam, gdy dobro zwycięża,
  • lubię się śmiać z rzeczy obiektywnie mało śmiesznych (patrz: tytuł notki),
  • Karen Gillan jest naprawdę śliczna i ruda, ale to dobrze, że Amy Pond znika (chyba, że w tym sezonie okaże się być Amy z The Girl Who Waited),
  • porozkoszuję się tymi odcinkami z Rorym, które nam jeszcze zostały,
  • moje życie będzie miało pewien porządek: od soboty do soboty,
  • w pierwszym odcinku Dalekowie, później Weeping Angels i River Song?


Wystarczy. I cieszę się okrutnie, tak po prostu. 

sobota, 15 października 2011

Top Eleven


Top Ten Doctora Who przetoczył się przez blogi jakieś dwa tygodnie temu. Nie mogłam się powstrzymać przed zrobieniem swojej dziesiątki, pozostawieniem jej gdzieś na pulpicie na tydzień czy półtora, dojściem do wniosku, że to bez sensu, bo się nie da, wyrzuceniem pliku do kosza i wyciągnięciem go stamtąd i sporządzeniem prawdziwej, papierowej listy. A potem już tylko usiadłam i uporządkowałam. I mam jedenastkę, nie dziesiątkę. Jedenastka jest równie dobra jak dziesiątka. W komentarzach u fabulitas pisałam, że moja pierwsza trójka pokryje się z jej, ale: okazało się, że niekoniecznie. Powiedziałabym nawet, że może nie wszystko, ale sporo stanęło na głowie. Rozpocznijmy więc od końca.


11/THE GIRL IN THE FIREPLACE

Madame de Pompadour. Uwielbiałam Madame de Pompadour będąc dzieckiem. Wyobrażałam ją sobie jako podstarzałą, zniszczoną kobietę z wielką peruką na głowie, w której to peruce grasują myszy. Madame Pompadour zaś, kobieta w opałach, ratowana  przez Dziesiątego, który niczym książę przybywa na koniu, ogarnia sytuację, a później wraca, ale sześć lat za późno – to jest ładne uzupełnienie mojej wersji. Zepsuty statek kosmiczny z koniem, lustra, które są przejściami czasowymi, sam koncept połączenia statku z życiem Madame de Pompadour dają piękną i straszną bajkę, ze smutnym zakończeniem, bo ktoś, kto Doctora kochał, czekał i, the biggest surprise, nie doczekał się. I to ten właśnie odcinek przekonał mnie do Dziesiątego (The Christmas Invasion obejrzałam znacznie później).